"Wciągnij brzuch!" - usłyszałam od mojej fizjoterapeutki dzisiaj chyba 30 razy.
I była załamana moimi sztywnymi stawami biodrowymi - powiedziała, że z tego bierze się też ból kolana i inne.
I znalazła miejsce, gdzie miałam skręconą kostkę - zawyłam.
Popracowałyśmy godzinę - pod koniec powiedziała, że czuje, że powoli mi się biodra rozluźniają, ale że dużo pracy przed nami.
Ech.
I mam zadanie domowe, robić torpedę i się rozciągać. Może się odważę i nagram filmik.
Jeszcze słówko o rowerze- jeżdżę codziennie do pracy, ale... Czy wiecie, że kiedy wstaję o 5:10, jest zupełnie ciemno? Gdy wsiadam
na rower i ruszam do pracy, o 6, czasem o 6:15, jest jaśniej, ale to
już jednak nie jest to... I zimno. Na szczęście mam ciuchy. Dają radę ;)
A teraz uciekam spać, jestem wykończona.
ps. Przyjęłam dzisiaj 1530 kcal, zjadając śniadanie o 5:40 rano, potem drugie śniadanie w pracy o 9:30 dalej trzecie śniadanie (nie śmiejcie się :D) o 13:30, następnie obiad o 19 (w międzyczasie brzoskwinia i banan) i rządek czekolady na to wszystko. Jak to możliwe, że wpieprzyłam 2500kcal w niedzielę?! Ja w ogóle nie jestem teraz głodna! Idę spać, może wyśnię rozwiązanie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kalorie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kalorie. Pokaż wszystkie posty
środa, 11 września 2013
niedziela, 8 września 2013
Rolki
Jak napisałam, tak zrobiłam - odkurzyłam rolki, pojeździłam 25 minut. Następnie w domu zrobiłam 40 brzuszków i 15 squatów i długo się rozciągałam. Kiedy godzinę później jechałam na zakupy rowerem, czułam mięśnie, ale tak jak powinno się je czuć po treningu - czułam, że je mam. I tak się cieszyłam, że się zmobilizowałam, a jednocześnie żałowałam, że tak długo zwlekałam.
Wracam, wracam do regularnego sportu, bo 80-100 km tygodniowo rowerem to stanowczo za mało.
A, zmieniłam stronę z liczeniem kalorii, bo tamta była płatna. Jestem na tabelach kalorii. Znacie? Korzystacie?
I przepraszam, że tak długo mnie było. Wstyd mi. Mojemu ciało też.
Jak dobrze znowu czuć, że są mięśnie i mieć świadomość, że coś się dla siebie zrobiło! Nawet jeśli to trwało tylko 40 minut... Życzę sobie codziennie takich 40 minut.
Miłego tygodnia!
ps. Przyjęłam dzisiaj 2578 kcal, ale do Dextera wypiłam pół piwa i zjadłam spory kawał sera pleśniowego... I on mi tak podbił. Cóż, pocieszam się, że to nie czipsy. Miło by jednak było, gdybym chociaż 5 dni w tygodniu utrzymała do 2 000 kcal.
Wracam, wracam do regularnego sportu, bo 80-100 km tygodniowo rowerem to stanowczo za mało.
A, zmieniłam stronę z liczeniem kalorii, bo tamta była płatna. Jestem na tabelach kalorii. Znacie? Korzystacie?
I przepraszam, że tak długo mnie było. Wstyd mi. Mojemu ciało też.
Jak dobrze znowu czuć, że są mięśnie i mieć świadomość, że coś się dla siebie zrobiło! Nawet jeśli to trwało tylko 40 minut... Życzę sobie codziennie takich 40 minut.
Miłego tygodnia!
ps. Przyjęłam dzisiaj 2578 kcal, ale do Dextera wypiłam pół piwa i zjadłam spory kawał sera pleśniowego... I on mi tak podbił. Cóż, pocieszam się, że to nie czipsy. Miło by jednak było, gdybym chociaż 5 dni w tygodniu utrzymała do 2 000 kcal.
Subskrybuj:
Posty (Atom)